Samodzielność

Samodzielność  ma sześć kół, elektryczny silnik  i cenę zamkniętą w pięciocyfrowej liczbie. Dla kogoś, kto ma metr wzrostu i cierpi na Zespół Larsena życie bez elektrycznego wózka inwalidzkiego oznacza uwięzienie w domu i uzależnienie od pomocy drugiej osoby. Bez niego tak banalna czynność jak zrobienie herbaty związana jest z potężnym wysiłkiem. Najpierw do kuchennego blatu trzeba przysunąć krzesło, wspiąć się na nie. Wszystko to  wspierając się jedynie na rękach. Nim wrzątek w szklance naciągnie kolor z herbacianych liści człowiek poczuje się naprawdę zmęczony.

 

Przepaść

 

Stary wózek dobrze służył Dorocie przez kilkanaście lat, aż w końcu zaczął się psuć. Najpierw trzeba było wymienić zniszczone koła. Później elementy siedzenia i akumulatory. Z wiekiem stał się bardzo kapryśny. Czasem pracował bardzo głośno.  Spotkania z krawężnikami potrafiły spowodować nagłe wyłączenie. Zdarzało się, że po prostu stawał. Ot tak, bez wyraźnego powodu.  W końcu posłuszeństwa odmówiła elektronika. Serwisantom udało się ją prowizorycznie naprawić, ale oddając wózek uprzedzili, że jego dni dobiegają końca.

Gdy sprawa zakupu nowego stała się pilna okazało się, że cenę wózka i dofinansowanie z NFZ dzieli przepaść. Dofinansowanie to zaledwie trzy tysiące złotych. Wózek w wersji podstawowej kosztuje czternaście tysięcy. Po przeróbkach, niezbędnych by mogła z niego korzystać Dorota, dwadzieścia siedem. Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, dzięki któremu udało się kupić poprzedni wózek kilka lat temu przestał dofinansowywać zakup tego typu sprzętu.

Trzeba radzić sobie z tym co jest. Trzeba starać się, pisać, dzwonić, szukać innych źródeł finansowania. Pieniądze jednak nie płyną, ani z instytucji państwowych, ani z organizacji pozarządowych. Fundacje, owszem chętnie przygarną niepełnosprawnego pod swoje skrzydła, ale o pieniądze nadal trzeba zabiegać samemu.

Magda przyjaciółka Doroty jeszcze z czasów podstawówki jest blisko. Wystarczająco blisko, by zobaczyć problem. Wystarczająco blisko by zaangażować się. Bierze sobie do pomocy Sylwię i razem organizują publiczną zbiórkę na  rzecz Doroty, żeby choć trochę przybliżyć metę.

 

Kwas

 

Cel jest cały czas odległy. Dorota chce dołożyć więcej wysiłku w zbiórkę. Zaczyna swój apel rozsyłać po facebookowych tablicach. Prosi o pomoc w odzyskaniu samodzielności. Nie lubi prosić,  Uważa, że są ludzie bardziej potrzebujący, boi się reakcji. Od znajomych, których prosiła o pomoc nie usłyszała nic złego, od mieszkańców miasta też nie. Internet wypluł na nią nienawiść. Ktoś radził by pójść w końcu do pracy, ktoś inny doradzał wzięcie kredytu.

Według danych PFRON w Polsce  co szósta niepełnosprawna osoba pracuje. W całej Unii Europejskiej co druga. Szczególnie narażeni na wykluczenie społeczne są mieszkańcy mniejszych miejscowości. W szanse niepełnosprawnych na rynku pracy  uderzają  niski poziom kultury integracyjnej  i głęboko zakorzenione stereotypy. Jak pokazują badania prowadzone przez instytucje pozarządowe pracodawcy często postrzegają niepełnosprawnych jako  słabo wykwalifikowanych i nieefektywnych. Często widzi się w nich osoby niezdolne do samodzielności, wymagające stałej opieki. Końcowy efekt jest taki, że praca zarobkowa stanowi główne źródło utrzymania jedynie dla 8% dotkniętych inwalidztwem Polaków.

Ten problem dotyka również Doroty. Czasem uda jej się znaleźć jakieś dorywcze zajęcie. Jednak pracy dla osób niepełnosprawnych ruchowo jest jak na lekarstwo i trudno znaleźć pracę przed komputerem, która będzie pozwała na częstą zmianę zajmowanej pozycji.

Jesienią zaczęły przychodzić wiadomości z fikcyjnych kont założonych na Facebooku. W każdej epitety, które w żaden sposób nie nadają się do publicznego cytowania. Obelgi  tak mocne, że schowane wśród nich „przestań żebrać”  wydaje się być niewinną uwagą.  Każde słowo obliczone na uderzenie w poczucie własnej wartości. Żrące niczym kwas.

Najpierw przyszła złość. Nękanie się nasilało i Dorota rozważała zgłoszenie sprawy na policję. Odpuściła, bo w sprawę trzeba włożyć dużo wysiłku, a szanse dotarcia do sprawcy są niewielkie. W końcu nabrała dystansu. Przez chwilę robi  jej się żal nękającej ją osoby. Bo jakie trzeba mieć smutne życie i jakie problemy, żeby wysyłać komuś takie wiadomości w Wigilię.

 

Nie wolno się zatrzymywać, choć do wózka wciąż daleko. Dorota wierzy, że się uda. Wierzy, że można dosięgnąć marzeń. W końcu kiedyś uparła się, by zobaczyć na żywo Britney Spears i dopięła swego.  W końcu kiedyś podjęła studia, choć z uwagi na problemy zdrowotne musiała je przerwać. W końcu ocean, który chce zobaczyć wciąż na nią czeka.

Dorota chce jeszcze raz zobaczyć Britney Spears,  chwilę z nią porozmawiać, poprosić o autograf, być na jej koncercie. Chciałaby pojechać kiedyś do ciepłych krajów, zobaczyć ocean, zwiedzić Afrykę. Marzy o studiowaniu psychologii i jeszcze o tym, żeby mieć kogoś swojego. Kogoś, kto pokocha ją i zaakceptuje bez zastrzeżeń. Ale najbardziej chciałaby móc jeszcze tej wiosny wyjść na dwór.

 

Share on FacebookTweet about this on Twitter