Wszystko, co robimy naszym dzieciom

Dom małej Jadwigi był dobry, spokojny. Nigdy nie brakowało chleba, miłości, ciepła. Rodzice nie sięgali po przemoc. Potrafili się o nią troszczyć, potrafili wchodzić w jej świat, potrafili się angażować. I wszystko byłoby dobrze gdyby nie ten cholerny talerzyk.

To było naprawdę dobre dzieciństwo. Dzieciństwo wypełnione śmiechem, zabawą. Beztroskie dni, z których każdy zaczynał się śpiewem na całe gardło, a kończył „paciorkiem” do anioła stróża i buziakiem na dobranoc. Dzieciństwo pachnące malinową herbatą i drożdżowym plackiem z rabarbarem, przepełnione obecnością serdecznych, dobrych ludzi.

Rodzice mieli wielu przyjaciół  i lubili podejmować ich u siebie w domu. Mama wyciągała wtedy z szafy najlepszą serwetę, kroiła upieczone wcześniej ciasto i rozstawiała najlepsze talerzyki, te niebieskie z bolesławieckiej ceramiki. Gdy goście wygodnie rozsiedli się na kanapie odgrywano nieodmiennie ten sam scenariusz: Jadwinia się  grzecznie przywita, zamieni kilka słów z gośćmi o szkole, rówieśnikach i lalkach, trochę o innych infantyliach. Po chwili zostanie zaprowadzona do pokoju gdzie spędzi długie chwile z zabawkami i chabrowoniebieskim talerzykiem zapakowanym ciastem. Później mama oderwie się na chwilę od rozbawionych gości, by przypomnieć, że naprawdę już pora kłaść się spać.

Jednak gdy drzwi pokoju zamykały się, by oddzielić ją od świata dorosłych zaczynało się dziać coś dziwnego. Zabawki przestawały bawić, kawałki ciasta znikały jeden po drugim. Dziewczynka zostawała sama z poczuciem odrzucenia, wpatrując się nieprzytomnym wzrokiem w niebieski wzór na talerzu. Wzór, którego każdy szczegół do dziś pozostał wyryty w jej pamięci.

Dorosłość przyszła szybko, zbyt szybko. Kolejne nieudane związki. Walka o akceptację, o chociaż mały ślad  zainteresowania ze strony tych drani. Nieplanowana ciąża. Potem kolejny on i kolejny. Każdy odchodził mimo, że próbowała trzymać się ich kurczowo. Odkrawała ze swojego serca kolejne kromki. Oni zjadali i gdzieś znikali, nie mówiąc nawet dziękuję.

W końcu zjawił się taki co poczuł, że jemu z tym jej skomleniem o miłość dobrze. Ten, który zjadł ją do reszty. Pić i palić papierosy potrafił. Potrafił też jeść i zdradzać. Nie umiał tylko pracować, kochać, ani mówić prawdy. Ona zresztą też okłamywała. Przede wszystkim samą siebie w sprawie talerzyka, który niosła z sobą przez całe życie. W sprawie lęku przed odrzuceniem, który towarzyszył jej od dzieciństwa.

Share on FacebookTweet about this on Twitter