Kto podrasował Czerwonego Kapturka?

Nie wiem jak to się stało, ale przed tysiącami lat ktoś uznał, że warto opowiedzieć historię, która się nie wydarzyła. Może szukał podziwu w oczach współplemieńców obgryzających z nim kości przy ognisku. Może zmyślał, żeby nie przyznać się żonie gdzie to się podziewał. A może rzeczywistość  wydała mu się nieciekawa. Wynalazca fikcji, odkrywca niezbadanego  lądu zamieszkałego przez fantastyczne stworzenia został zapomniany. Nikt nie pamięta też pierwszej fikcyjnej opowieści. Ale koncepcja, że bez żadnych konsekwencji  etycznych możemy opowiadać historie dalekie od prawdy spodobała się i na stałe zadomowiła w naszym sposobie myślenia.

Może to nieprawda. Może ta opowieść żyje, może ją powtarzamy przez pokolenia i jedyne co zatraciliśmy to świadomość jak bardzo jest stara. Może ktoś siedząc przy ognisku chciał opowiedzieć kolejną historię o chłopcu sąsiadów na którego rzucił się pies. Psa odgoniono kijem i chłopiec cudem przeżył. Podobne historie opowiadano już tysiące razy. Znudziła się na tyle, że ktoś postanowił ją podrasować. Przecież psa można zamienić na wilka, bo wilk dużo groźniejszy. W miejsce rudego nastolatka zajęła mała dziewczynka w czerwonym kapturku już nie pogryziona lecz połknięta w całości. Nikt przecież nie lubi nudnych historii powtarzanych przez zrzędliwych wujciów przy każdym rodzinnym spotkaniu.

A może chodziło o podziw i w pierwszej opowieści niewielki  wąż spotkany na leśnej ścieżce urósł do rozmiarów smoka, by bohater mógł rosnąć wraz z nim w oczach słuchaczy. Albo wiejska dziewczyna, która od lat leży pogrążona w śpiączce została śpiącą królewną, żeby komuś dać nadzieję.

Ile mamy takich historii wokół siebie? Ile umknęło naszemu zmysłowi opowiadacza? Ile oparło się poprawkom, ubarwieniom, pogromcom nudy?  Co jeżeli atrakcyjność opowieści jest dla nas ważniejsza niż prawda.  Może inaczej nie potrafimy. Może już wszystkie nasze opowieści są podrasowane.

Share on FacebookTweet about this on Twitter