Najsmutniejszy program świata

Obejrzałem najsmutniejszy program telewizyjny  świata. Program, w którym odrzucenie ma wymiar publiczny, a ludzie bezwolnie wykonują polecenia.

Do Krajowej Rady Radiofonii Telewizji spłynęły skargi.  Ponad dwieście osób po spotkaniu z „Randką w łóżku” postanowiło reagować na niemoralne treści, na  promowanie seksualizacji życia, na kształtowanie niewłaściwych wzorców. Można machnąć ze zrezygnowaniem ręką, bo przecież nikt nikomu nie każe oglądać programu w niszowej telewizji. Można przecież przełączyć, nie oglądać. Gorszenie się na nagość w programie, który nie jest przecież obowiązkowy trąci hipokryzją. Zwłaszcza, że program emitowany jest późnym wieczorem.

Widok mężczyzny w slipach mnie nie gorszy, nawet jeśli rozmawia w łóżku w ubraną w bikini kobietą. Nie ma w takiej scenie nic czego nie można zobaczyć na nadbałtyckiej plaży, albo na publicznym basenie. Nie gorszą mnie rozmowy ani to, że ktoś szuka towarzysza życia za pośrednictwem telewizji. Gorszy mnie siedzący w reżyserce demiurg. Człowiek uzurpujący sobie nieograniczoną władzę zarówno nad uczestnikami, jak i widzami medialnego spektaklu.

Na ekranie za plecami uczestników programu wyświetlają się kojne zadania:  zatańcz dla niego zumbę, naucz ją głębokiego oddychania, przytulcie się na trzydzieści sekund. Bohaterowie wykonują  komendy bez cienia zawahania. Masaż dłoni, rozsmarowanie na plecach olejku do opalania – nie ma problemu. Taniec wpisujący się konteksty intymne – proszę bardzo, nawet jeśli na koniec programu dziewczyna, która zgodziła się na zatańczyć wciśnie czarny przycisk oznaczający, że spotkany mężczyzna jej się nie podoba. Można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia nie  z poznawaniem się ludzi, ale zaplanowanym procesem produkcyjnym, na końcu którego ma się pojawić zauroczenie.

Wszystkie emocje zdają się napompowane. Publiczny charakter spotkania podnosi zarówno ekscytację jak i smutek odrzucenia do kwadratu. Uczucia  uczestników i ich szeroko rozumiana intymność stają się kolejnym środkiem wytwórczym, walutą za którą można kupić uwagę widzów.

Najsmutniejsze zdaje się jednak to, że sposób w jaki producent programu traktuje jego uczestników, jest tożsamy ze sposobem w jaki wiele mediów traktuje swoich odbiorców. Portale krzyczą do nas nagłówkami dotykającymi naszych najbardziej podstawowych. Starają się uderzyć poczucia bezpieczeństwa odbiorców, w ich intymne pragnienia, w najsilniejsze, czasem podświadome, emocje. Chcą przekłuć to, co w nas najbardziej osobiste w kliknięcia, odsłony, wyświetlenia. A w konsekwencji wymienić na garść miedziaków.

 

Share on FacebookTweet about this on Twitter