Nagła śmierć to niemiecka specjalność

Musimy zacząć tracić pamięć, nawet tylko stopniowo i nieznacznie, by zdać sobie sprawę, że pamięć stanowi nasze życie. Życie bez pamięci jest niczym (…). Pamięć jest naszym spoiwem, powodem istnienia, wrażliwością, nawet naszym działaniem. Bez niej jesteśmy niczym (…)- tak pisał w swoich pamiętnikach hiszpański reżyser Luis Buñuel. Pamięć można jednak cynicznie wykorzystać. Zawłaszcza gdy przestrzeń pamięci rozpościera się nad oceanem bólu. Nawet wówczas gdy dotyczy zbrodni tak strasznych, że kazały stawiać pytanie, o to gdzie jest Bóg. 

Natrafiam na kolejną reklamę poruszającą się w kontekstach niezręcznie niczym słoń w składzie porcelany. Choć obrazek z pozoru niewinny w tle pobrzmiewa tupot butów żołnierzy Wermachtu śmiało oddających się ekstatycznej przyjemności, którą nazwali „Drang nach Osten”. Niektórzy mówią o braku pamięci historycznej. Firma przeprasza, że „zraniła uczucia wielu”. Publicznie przyznaje się: „To błąd. Jest nam przykro”. Z tyłu głowy jednak wciąż huczy mi, że błąd nie jest odpowiednim słowem, że błąd sugeruje pomyłkę, nieuważność. A tu ktoś zdaje się cynicznie prowokować opinię publiczną historią podszytą niemieckim nacjonalizmem.

Trudno uwierzyć, że agencja reklamowa, której firma Audi powierzyła przygotowanie kampanii reklamowej nie zdawała sobie sprawy jak silne emocje może wzbudzić fotografia niemieckiego samochodu na tle pomnika  Powstania Warszawskiego. Trudno uwierzyć, że jednym powodem wybrania tego planu zdjęciowego były jego walory estetyczne. Nawet największy ignorant wie przecież, że samochodu pod pomnikiem, stanowiącym przecież miejsce upamiętnienia, stawiać nie wypada. Nie wypada wykorzystywać miejsca pamięci do reklamowania jakiejkolwiek marki, bez względu na kraj jej pochodzenia.

Ponury kontekst temu zdarzeniu dodaje historia koncernu Audi. Historia, której właściciele marki są przecież świadomi. Bowiem to dyrektor koncernu ds. historii Martin Kukowski wraz z historykiem Uniwersytetu Chemnitz Rudolfem Boch’em kilka lat temu przeprowadzili badania dotyczące działalności  grupy Auto Union, której Audi było częścią w czasie II wojny światowej. Badania ujawniły nie tylko ścisłe powiązania kierownictwa firmy z NSDAP, ale również wykorzystywanie robotników przemysłowych, więźniów z obozów koncentracyjnych i jeńców wojennych. W Auto Union pracowało takich osób 20 000 i koncern jak sam przyznaje jest moralnie odpowiedzialny za śmierć 4500 więźniów. Podczas wojny w zakładach marki  produkowano uzbrojenie wojenne. Nietrudno sobie wyobrazić, że jego część trafiła do okupowanej Warszawy i była wykorzystywana przy tłumieniu Powstania Warszawskiego.

Zdjęcie reklamowe Audi pod pomnikiem Powstania Warszawskiego, nie jest  niestety pierwszym przypadkiem  „niezręcznego”  pojawienia się nazistowskiego tła, po to by sprowokować opinię publiczną do żywiołowej reakcji.  Kilka lat temu grupa farmaceutyczna Bayer  AG wywołała skandal reklamując swoje środki owadobójcze hasłem „Nagła śmierć to niemiecka specjalność”.  Ten sam Bayer, który w okresie II wojny światowej produkował Cyklon B udawał amnezję i pozwalał sobie na ironiczne odwoływanie się do zbrodni wojennych. W mediach rozpętała się burza, o marce Bayer mówiono szeroko. Koncern choć przepraszał za niefortunne sformułowanie to jednak pozostawał na pozycji zwycięzcy. Wszystko w myśl reguły „Nie ważne jak mówią, ważne żeby nie przekręcili nazwiska”.

Nie trzeba być jednak marką niemiecką, by spróbować odnieść korzyści z grania  na kontekstach nazistowskich. Całkiem niedawno podobną rozrywkę zapewniła przecież mediom polska marka Reserved. Wprowadziła ona do sprzedaży koszulę, która jak twierdziło wielu nawiązywała do koszul używanych przez Hitler Jugend. Na zdjęciach reklamowych ubrany w tę koszulę model zdawał się w pełni odzwierciedlać powszechny stereotyp neonazisty. Młody, ogolony na łyso mężczyzna w czarnych, wojskowych butach  w brunatnej koszuli zapiętej na ostatni guzik budził dość jednoznaczne skojarzenia. Marka przeprosiła udając, że problem został rozdmuchany. Zapewniali, że skandal jest wynikiem zbiegu okoliczności, niedopatrzenia. Po raz kolejny  okazało się jednak, że wpadka „na faszystę” jest w gruncie rzeczy opłacalna.

Wobec takiego gwałtu dokonywanego na pamięci zdajemy się wciąż bezbronni. Przyzwyczailiśmy się do tych, który wolą nie pamiętać, do tych którzy zasłaniają się ignorancją. Co zrobić jednak gdy ktoś świadomie, cynicznie wykorzystuje naszą pamięć? Co z robić z tymi, którzy sypią sól w otwarte rany? Póki co pozostajemy bezradni.

Share on FacebookTweet about this on Twitter