Czy myszy zwiastują nam zagładę?

Calhoun wyciąga ostatnią martwą mysz w 1588. dniu od rozpoczęcia eksperymentu. Z pewnym niepokojem wybiega myślami w przyszłość. Potem kreśli te słowa w opisie badania : „Dużo będę mówił o myszach, lecz głównie chodzi o odniesienie tego procesu do ludzi…”

Może w końcu się uda. Może będziemy mądrzejsi. Wyeliminujemy wszystkie nędze. Głód, nierówności społeczne,  wszechobecny wyścig szczurów, rozbuchane do granic możliwości ambicje. Może w końcu zbudujemy społeczeństwo, które będzie syte, szczęśliwe. Staniemy na progu drzwi, za którymi rozpościera się Eden. Wierzymy przecież w postęp.

Żeby uwierzyć, że mimo trudności, zmierzamy w dobrym kierunku nie trzeba wiele. Wystarczy spojrzeć gdzie jako społeczeństwo byliśmy kilka dziesięcioleci temu. Jak bardzo powszechne wówczas było ubóstwo, jak wyglądały prawa kobiet. Przypomnieć sobie ilu chorobom udało nam się uciec, jak bardzo  wydłużyła się długość życia, jak bardzo spadła śmiertelność noworodków. Spojrzeć na kolosalną przepaść dzielącą komfort  życia naszego i naszych pradziadków. Bez wątpienia udało się postawić wiele kroków na drodze do społeczeństwa dobrobytu. Czas zacząć myśleć co stanie się w chwili, gdy nasze aspiracje zostaną spełnione, gdy uda się już wspiąć na szczyt pagórka. Jaki zobaczymy wówczas przed nami widok? Jakimi będziemy ludźmi, dokąd wówczas będziemy zmierzać?

Mysia utopia

W lipcu 1968 John Calhoun zapoczątkował interesujący eksperyment, w którym spróbował zmierzyć się z tymi pytaniami. W ramach eksperymentu wpuszczono cztery mysie pary do potężnej zagrody mogącej pomieścić blisko cztery tysiące myszy. Przygotowano im niemal idealne warunki do zamieszkania. Pokarm dla myszy dostępny był bez ograniczeń w każdej chwili. Podobnie woda i materiał do budowy gniazd. Zapewniono im bezpieczeństwo i opiekę lekarską. Monitorowano zagrożenie pojawienia się chorób zakaźnych. Słowem warunki podobne do tych jakie panują w wysokorozwiniętych społeczeństwach ludzkich, albo nawet lepsze. Mysi raj.

Po krótkim okresie adaptacji podczas, którego myszy ustaliły wstępnie swoje role w budującej się społeczności, populacja zaczęła gwałtownie rosnąć. Ich liczba podwajała się co 55 dni. Okres ten zwany przez prowadzącego bananie okresem wykorzystania trwał 250 dni. W tym czasie zauważono  wzrost nierówności w korzystaniu z zasobów. Mimo, że boksy wchodzące w skład mysiej zagrody były jednakowe , jedne były chętniej wybierane od innych. W niektórych wręcz dochodziło do tłoku, podczas, gdy inne pozostawały niemal puste. Gdy okres ten dobiegał końca zaledwie co czwartą mysz można było nazwać społecznie dojrzałą i głównie były to osobniki starsze wiekiem.

Nastąpiła trwająca, trwająca również około 250 dni faza stagnacji. Liczebność populacji gryzoni w tym okresie ustabilizowała się. Czas podwajania się mysiej gromady wydłużył się do około 145 dni. Zauważono znaczne zmiany w zachowaniu się myszy. U samców maleje zdolność do obrony własnych gniazd, przez co coraz bardziej agresywne stają się karmiące samice. Przemoc tą kierują również wobec własnych dzieci, przez co kolejne  pokolenia myszy są coraz to bardziej agresywne.  W końcu przemoc staje się powszechna.

Samce, którym nie udało się zdobyć względów samic wycofywały się, by później atakować siebie nawzajem. Upowszechniają się wśród myszy praktyki homoseksualne. Obserwuje się spadek zapłodnień, coraz częstsze poronienia i wchłanianie się płodów, drastyczne osłabienie instynktów macierzyńskich. Pojawiają się „bezdzietne samice”. Coraz częściej mysie dzieci są przedwcześnie odrzucane przez matki i mimo braku emocjonalnego przygotowania rozpoczynają dorosłe życie.

Nad przepaścią

W 560 dniu eksperymentu wzrost populacji zakończył się. Mysia społeczność nigdy wcześniej nie była tak liczna i nigdy już więcej tak liczna nie będzie. Ciąże są coraz rzadsze, a nieliczne rodzące się młode nie przeżywają. Rozpoczyna się faza wymierania, mimo że w zagrodzie zdolnej pomieścić blisko 4000 myszy jest ich zaledwie 2200.

Pojawia się cała rzesza młodych samców, których Calhoun nazywa „pięknisiami”. Całe dnie poświęcają one jedynie na jedzenie, pielęgnowanie własnego futra i sen. Nie mają one ani skłonne do agresji, ani do reprodukcji. Są całkowicie pozbawione zdolności adaptacyjnych, nie radzą sobie z nietypowymi bodźcami. Funkcjonowanie mysiej społeczności wydaje się być w tej fazie eksperymentu krańcowo dysfunkcyjne. Do ostatniego poczęcia myszy doszło w 990. dniu   eksperymentu. Przez kolejnych 598 dni trwało już tylko powolne wymieranie.

Eksperyment ten powtarzano kilkakrotnie na myszach i szczurach, każdorazowo uzyskując ten sam rezultat. Łatwy dostęp do pokarmu, komfortowe warunki życia i brak zagrożeń każdorazowo prowadziły do całkowitego wymarcia populacji.

Myszy i ludzie

Krytycy badania Calhouna próbowali uzasadnić wymarcie populacji zbytnim zatłoczeniem przestrzeni życiowej zwierząt. Należy pamiętać jednak, że nie cała dostępna przestrzeń została przez populację myszy zajęta. Również próby przeniesienia myszy z populacji w fazie wymarcia do i umieszczenia w warunkach znacznie mniejszego zagęszczenia, zdają się przeczyć tej tezie bowiem wszystkie przeniesione myszy wykazywały się brakiem jakichkolwiek zdolności do budowania nowej mysiej społeczności. Podnoszono również, że degeneracja mysiej populacji może być wynikiem chowu wsobnego.

Zadziwiająca jest jednak zbieżność zmieniających się zachowań myszy podczas eksperymentu z zachodzącymi zmianami społecznymi w społeczeństwach wysokorozwiniętych. Prosty eksperyment na myszach zdaje się dawać przenikliwie prostą odpowiedź na pytania o kryzys rodzicielstwa, postępujący rozpad więzi rodzinnych, coraz częściej występujący hedonizm, nasiloną działalność ruchów LGBT, czy wielkie fale migracji zmierzające do krajów, w których panuje gospodarczy  dobrobyt.

Oczywiście należy postawić wiele zastrzeżeń. Po pierwsze psychika ludzka zdaje się być stanowczo bardziej skomplikowana od mysiej. Ponadto nie żyjemy ani w warunkach nieskrępowanego, nieograniczonego dostępu do dóbr, ani też w przestrzeń,  w której rozwijają  się ludzkie społeczeństwa nie są zamkniętym boksem. W końcu trzeba zaznaczyć, że obok nas żyją inne społeczności mniej syte, w których silnie rozwinięte  zdolności konkurowania są nadal obecne.

Jasne jest jednak i to, że musimy dbać o to, by wymagać od siebie. O to by w naszym życiu chodziło jednak o coś więcej niż tylko dbanie o siebie i zapewnianie potrzeb egzystencjalnych. Żeby przestać sprowadzać swoje życie tylko do zapełniania żołądka. Inaczej może dość szybko okazać się, że podzielimy smutny los myszy z eksperymentu Calhouna.


Tekst ukazał się w Tygodniku „Głos Katolicki”

Share on FacebookTweet about this on Twitter