Moje zdanie mielizna

Dlaczego trzeba mieć wyrobione zdanie na każdy temat? Dla czego nie można powiedzieć nie wiem?  Stulić ust w ciup  z tępą miną przysłuchiwać się  dyskusji, by  nie ujawnić swojej niekompetencji , nieumiejętności. Dotkliwa choroba współczesnego świata. Łatwość z jaką możemy wymieniać myśli, formułować opinie, przedstawiać  swoje zdanie zamieniła daną nam możliwość wypowiadania się w przymus, wewnętrzny imperatyw, a może nawet maniakalny pęd.

Przeglądając pierwszy tom „Lapidarium” Ryszarda Kapuścińskiego natrafiłem na taką myśl spisaną w 1972 roku. „Wiadomość o gazecie elektronicznej, która błyskawicznie przeniesie informację do każdego domu. Tak, ale problem polega na tym, że procesowi przyspieszenia informacji towarzyszy zjawisko jej spłycania, Coraz więcej informacji, ale coraz płytszych”. Skąd taka intuicja nie mam pojęcia, ale dziś podpisał bym się pod tymi słowami obiema rękoma.

Internet w sposób znaczący, wręcz drastyczny obniżył bariery wejścia do grona ludzi, którzy swoje zdanie wyrażają publicznie na piśmie. Dzięki temu rozwija się ( jednych zdaniem gwałtownie, innych mozolnie) dziennikarstwo obywatelskie, oddolne. Wielu marzących o pisaniu  ludzi dostało szansę na znalezienia swoich odbiorców bez formalnej ścieżki kariery. Wielu takich, którzy nigdy nawet nie myślało o regularnym czarowaniu   swoich myśli w równe rzędy znaków mogło spróbować tej sztuki. I ja również identyfikuję się  jako część tej grupy. Niektórzy twierdzą, że przez rozwój mediów społecznościowych, każdy stał się blogerem, twórcą treści, komentatorem rzeczywistości. Każdy stał się uczestnikiem publicznego dyskursu, a ten stał się skrajnie pluralistyczny, bo nagle głos profesora akademickiego zdaje się ważyć tyle samo co zdanie wyrażone przez ucznia gimnazjum.

Zastanawiam się jednak czasem ile w tej grupie jest głosów ważnych, ważkich, unikalnych. Ile jest komunikatów niosących jakąkolwiek wartość, a ile intelektualnej mielizny. Przeglądając kolejne internetowe dyskusje, mam wrażenie ciągłego powtarzania tych samych argumentów, powtarzania cudzych myśli  okraszonego moralizatorstwem i tanimi, zbyt łatwymi odpowiedziami. Czasem nawet mam wrażenie uczestniczenia w swoistej licytacji, głosowaniu na jedyną obowiązującą prawdę za pomocą komentarzy. Tak jakby o tym, kto ma rację decydowało szybkie zebranie większości, bądź dokopanie adwersarzowi. Tak jakby zapomniano, że prawda to nie leży po stronie tego kto krzyczy najgłośniej, ani nawet nie leży po środku, tylko leży tam gdzie leży.

Share on FacebookTweet about this on Twitter