Jak wyglądają bywalcy wystaw? Pewnie są przystrojeni w te swoje niedorzeczne wdzianka, w apaszki, szale, okulary w rogowych oprawkach. Mrużą oczy, nachylają się, cmokają. Opowiadają o wernisażach, finisażach i katalogach wystaw ( ich  świeckich brewiarzach). Pewnie są przeraźliwe chudzi, bo żyją tylko zapachem farby i zachwytami. Albo nadęli się jak balon i dawno zapomnieli o oddychaniu.

A przecież wcale tak nie musi być. Ani konsument sztuki, ani artysta, ani galeria, ani nawet obrazy nie muszą być nadęte. Wystarczy tylko oczyścić nieco atmosferę, spuścić nieco powietrza i tuż przed malowaniem nadmuchać modelkę.

Trudno przecież stanąć przed obrazem z nadętymi policzkami, gdy dziewczę na obrazie bije widza w tej konkurencji na głowie. Nie sposób, by szczypiorowaty doktor habilitowany sztuki, albo jego patykowata żona  z powagą przeglądali się niczym w lustrze w obrazie przedstawiającym nader korpulentną panienkę w koszulce nocnej. Albo żeby jego rehabilitowana na kolano kuzynka, choć sama otyła, nie uśmiechnęła się kobiety, która jest bliższa kuli niż ona. Nikt przecież nie odmówi sobie przyjemności pośmiania się z grubasów, choć ta przecież daleka jest od politycznej poprawności. Nie trzeba  być krytykiem sztuki, ani też muskularnym atletą, by zakosztować tej grzesznej uciechy.

W szczerym uśmiechu  przed obrazami Fernado Botero można wreszcie rozluźnić spięte pośladki, przyznać że ktoś w końcu   znalazł wentyl, rozdął nas tak, że urosły i nasze małości. Nasze błękitne koszulki nocne nieprzystające do naszej figury, zbyt karminowe usta, zbyt jaskrawe wybory i sztywny kijek powagi połknięty w całości  nie dają się ukryć pod grubą warstwą pudru.  I, że w tym wszystkim okazaliśmy się całkiem zabawni. Może nawet śmieszni.

Pięknie, żeś nas Pan urządził, Panie Botero!

 


” Mała kobieta” Fernado Botero, 1975

Museo Botero, Bogota


 

 

Udostępnij:
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter