Przez ironię wszyscy znikniemy

Ironia rozsiadła się w naszych rozmowach jak krowa na pastwisku. Przesunąć się nie chce o cal chociaż zasłania sobą pół świata. W końcu znikniemy przez nią wszyscy, tak jak Nini, albo zamkniemy się szczelnie każdy w swoim słoiku.

Nini była dobrym dzieckiem, cichym, spokojnym. Tak spokojnym, że aż niewidocznym. Gdy wychodziła na ulicę wielu przecierało oczy z niedowierzania. Bo jak wierzyć własnym zmysłom gdy widzi się maszerującą parę pantofelków i czerwony płaszczyk bez dziewczynki. Zwyczajnie rozmyła się w powietrzu, stała się zupełnie niewidoczna.

Zniknęła przez ciotkę, która się nią opiekowała. Nie dlatego, żeby ciotka była zła. To jak mówią niektórzy można by jeszcze zrozumieć. Ciotka nie biła jej, nie krzyczała, nie prawiła w sposób otwarty złośliwości. Ciotka była zimna jak lód i ironiczna.

Ironia sączyła się z ust ciotki od rana do wieczora, a jest ona jedną z tych rzeczy, przed którą nie sposób się ukryć (oczywiście ironia, nie ciotka). Nini zaczęła więc tracić siebie, dzień po dniu. W końcu kontury dziecka zaczęły blednąć. Z początku powoli, w końcu dziewczynka coraz bardziej zdecydowanie zaczęła rozmywać się w powietrzu. Gdy stała się zupełnie przeźroczysta ciotka pozbyła się jej. Przecież nie może zajmować się kimś kto stał się niewidzialny.

To tylko dziecięca historyjka wyjęta z „Opowiadań z doliny Muminków”. Opowiastka czytana dzieciom do poduszki. Jednak z każdym dniem nabieram przekonania, że zapanowała powszechna moda na bycie ciotką małej Nini. Coraz więcej ironii w naszych rozmowach. W tych prowadzonych oko w oko i w tych przelewających się przez Internet. Kryjemy się za nią niczym za tarczą. Stoimy na bezpiecznej pozycji niedostrojonych interpretacji. Udajemy, że z każdym ironicznym komentarzem rośnie nam iloraz inteligencji. Nie zauważamy tylko, kiedy nikną powierzone nam pod opiekę dziewczynki. Nie zauważamy kiedy sami stajemy się przeźroczyści.

Share on FacebookTweet about this on Twitter