Dłonie nie są najważniejsze

Pierwszy raz los brutalnie przytrzymał go za rękę w Boże Narodzenie. Obudził się w środku nocy i w oknie zobaczył płomienie, które pożerały dom sąsiada. Wokół płomieni stali oszołomieni ludzie.  Dorośli rozglądali się nerwowo, krzyczeli, ktoś dzwonił po straż pożarną. Trójka dzieci czekała na pomoc. Bez namysłu skoczył do środka.

W drzwiach przywitało go uderzenie gorąca. Płonęła choinka, telewizor, meble, dywany – słowem wszystko. Gryzący dym wdzierał się do płuc i odurzał. Coraz trudniej było stawiać kroki. W końcu na chwilę stracił przytomność. Upadł tak nieszczęśliwie, że  rozbitą szybą niemal nie odciął sobie dłoni.

Nie chce zbyt długo opowiadać o tej historii. Ucieka gdzieś wzrokiem. Długo przypatruje się obandażowanej ręce.

Dzieci udało się uratować. Rękę również, choć kosztowało to dużo wysiłku. Potrzebny był przeszczep ścięgien i długa, żmudna rehabilitacja. Znów wszystko było w najlepszym porządku. Znów mógł pracować, cieszyć się zręcznymi dłońmi, które potrafią naprawić niemal wszystko.

– Tu – wskazuje odchylając nieco bandaż – szyba rozcięła mi nadgarstek. A stąd, proszę zobaczyć, pobrano mi kawałek ścięgna, żeby usprawnić rękę.

Czekając na krześle w szpitalnym korytarzu chwali się śladami tego wydarzenia niczym wojennymi trofeami.

– Dzisiaj właściwie byłem już po pracy – rzuca od niechcenia i uśmiecha się przy tym gorzko – bo wie pan teraz zajmuję się elektroniką, ale kiedyś robiłem różne rzeczy, naprawiałem samochody, maszyny rolnicze. Przez całe lata  kładłem boazerie i nie boję się prac stolarskich. Dzisiaj też pracowałem przy drewnie. Pociąłem już wszystko, poukładałem. Pozostało  tylko posprzątać po sobie. Chwyciłem za szczotkę, by wymieść  trociny spod piły tarczowej. Uporałem się z tym szybko. Na koniec wyciągnąłem dłoń, by szczotką przetrzeć tarczę.

Z tego co wydarzyło się później pamiętam tylko tyle, że tarcza ruszyła, a ja zobaczyłem swoje dwa palce odcięte od dłoni. Widok, który zdawał się raczej absurdalny niż przerażający. Na oddziale ratunkowym opatrzyli to wszystko na szybko. Całość mam tu, w tym bandażu, mimo że palce całkiem odcięte. Teraz czekam na chirurga.

Milknie, po chwili dorzuca tylko niedbale – Poradzę sobie. Wszystko przecież potrafię zrobić, a dłonie przecież nie są najważniejsze. Najważniejsze jest zupełnie gdzie indziej.

 

Share on FacebookTweet about this on Twitter