Dlaczego królewny są najpiękniejsze?

Każda dziewczynka chciałaby zostać królewną. Chodzić w powłóczystych szatach z diamentowym diademem na głowie. Uśmiechać się do swojego odbicia w kryształowych lustrach rozwieszonych w pałacu. Wiadomo przecież wszystkim, że królewny są najpiękniejsze.

Żadna dziewczynka nie chce być kasztelanką, dwórką, królewską kucharką, czy córką chłopa mieszkającą na podgrodziu. Nie chodzi nawet, o to że takie chłopskie dziecko musi wstawać o brzasku by nakarmić kury, pracuje niemal tak samo ciężko jak dorosły i kończy swoją pracę często wraz z zachodzącym słońcem. Chodzi o to, że królewny są najpiękniejsze.

Żeby się o tym przekonać wystarczy sięgnąć po pierwszą z brzegu książkę, włączyć film, w którym lśnią na ekranie dworskie kostiumy, czy obejrzeć kreskówkę dla dzieci. Niemal zawsze tak się składa, że to królewska córka budzi pożądanie wszystkich mężczyzn wokół i zazdrość innych kobiet. Żadna chłopka, dwórka, czy szlachcianka nie ma prawa przyćmiewać królewskiej urody. Szlachetna krew i status majątkowy decydują o tym kto może, a kto nie może być piękny.

Daenerys Targaryen prawowita dziedziczka Siedmiu Królestw w  „Grze o Tron” przez przypadek oczywiście jest powszechnie  uznawana przez  bohaterów serialu za najpiękniejszą kobietę świata.   Elżbieta Woodville  – żona Edwarda IV, choć w swej serialowej biografii pręży ciało supermodelki i zachwyca powłóczystymi spojrzeniami, to jeśli się przyjrzeć portretom z epoki, to trzeba przyznać, że może stanowić wzorzec słynnej na cały świat urody córek Albionu. Opisywana przez Elżbietę Cherezińską  królewna Ryksa – córka Przemysła II  ponoć odziedziczyła po matce urodę.  Twarz według opisu miała smukłą, dzięki obwiązywaniu w dzieciństwie głowy płótnem (zgodnie z przyjętym zwyczajem na zachodnich dworach). Gdy jednak przyjrzeć się portretowi z epoki to oglądać można raczej buzię okrągłą i niezbyt urodziwą.

 

Elżbieta jak widać zachwycała urodą, wiadomo żona królewska, osoba szlachetnie urodzona

W 1539 roku Hansowi Holbeinowi powierzono namalowanie portretu nowej potencjalnej narzeczonej Henryka VIII. Henryk, jak przystało na angielskiego władcę, apetyty miłosne miał spore, wyrobione gusta i wygórowane wymagania. Nie miał nigdy problemów ze znalezieniem żony. Kłopot zwykle był w tym, że henrykowe żony okazywały się mieć krótki termin przydatności do spożycia i król przysięgę wierności aż do śmierci rozumiał i realizował w dość specyficzny sposób. Choć był kochliwy, tym razem postanowił jednak, że tym razem postawi rację stanu ponad swoje uprzedzenia i zdecyduje się na małżeństwo z rozsądku, podyktowane względami politycznymi.

Racja stanu, racją stanu, ale jak król się o nowej żoneczce rozmarzył to postanowił jednak, że tak w ciemno to on żenić się nie będzie. Duży brzuch i niechęć do podróży zadecydowała o tym, że jego oczami miał być mistrz Holbein. Holbein spakował swoje kredki, pędzelki i całą resztę zabawek. Udał się do Kleve. Stanął przed księżniczką Anną i oddał ją najpiękniej jak potrafił. Śliczna mu wyszła na tym portrecie niczym cały zastęp cherubinów, niestety do siebie niezbyt podobna. Książęcej córki bez urody przecież przedstawiać nie wypada. A i Tomasz Cromwell orędownik zawarcia tego małżeństwa grzecznie prosił, by śladów po przebytej ospie nazbyt dokładnie na portrecie nie oddawać.

Ach to miękkie spojrzenie Anny z Kleve.

Skutek był taki, że Holbein otrzymał sowitą zapłatę, a król zachwycony portretem na małżeństwo przystał. Z tym, że zaraz po ślubie zgłosił reklamację powołując się na niezgodność oferowanego produktu z przekazem reklamowym i krzycząc głośno przy tym „non consumatum”.  Wdzięki żony opisywał w następujących słowach”nic nie ma w sobie pięknego i roztacza złe wonie i z przodu i z tyłu. Obwisłe piersi i inne cechy wywołały u mnie pewność, że nie jest dziewicą. Jej ciało nie nadaje się do wywołania jakiegokolwiek pożądania ” . W efekcie małżeństwo unieważniono, dzięki czemu prawdopodobnie Anna z Kleve do końca życia cieszyła się głową przytwierdzoną trwale do reszty ciała, co u pozostałych żon Henryka nie było tak oczywiste.

I choć pan Holbein od dawna już może na stałe oddać się portretowaniu aniołów, to problem jak się zdaje nie znika. Wciąż osoby majętne zdajemy się postrzegać jako atrakcyjniejsze. Wciąż najładniejsze są córki milionerów, prezydentów, celebrytów. Dziewczynki wciąż chcą  królewnami.

Share on FacebookTweet about this on Twitter